Poranek Kojota

2015-02-11 18:57

Autor wpisu: , wyświetleń wpisu: 1 938

Ech.. Poranek Kojota zaczął się już wczoraj wieczorem, zresztą po dosyć ciężkim dniu. Ciężkość polegała na tym, że trafiły mi się trzy nowe adresy których nie mogłam znaleźć, co zawsze kosztuje mnie kupę nerwów, do tego rower stawiał jakiś dziwny opór. Myślałam, że to od jeżdżenia na piątej gwiazdce, jako że czwarta zdarta nadaje się już tylko do wymiany, ale nie. Powód zauważyłam dopiero wieczorem. Okazało się, że mam flaka w przednim kole, co mi się raczej nie zdaża, zwykle przebijam tylne. Ale byłam padnięta i zmianę dętki zostawiłam na rano. Specjalnie wstałam wcześniej żeby zdążyć, no i zaczął się Poranek Kojota… Znalazłam w oponie malutkie szkiełko, dziury w dętce nie mogłam za nic znaleźć więc skleiłam jakąś starą bo nowe już wyszły i zakładam. Nie wiedzieć czemu wentyl za gruby, nie mieści się w dziurę w obręczy… A czasu coraz mniej. Ratunku… Okej. Więc myślę sobie będę sprytna i przełożę dętkę z tylnego koła i zamienię a tą dam na tył. Ściągam tylne koło i SURPRICE!!! Obrącz rozwalona… Tego to się nie spodziewałam. Pewnie klocki, których wczoraj rano była połowa a w południe już zero tak ją załatwiły.

Rozwalona obręcz
Rozwalona obręcz

No cóż, obręczy tak szybko nie wymienię, muszę pojeździć na niej dzień czy dwa, może wytrzyma. Wymieniam jeszcze klocki, czego też nie lubię, bo założyć umiem ale wyregulować żeby było dobrze to już raczej nie. W międzyczasie zdążyłam cała się spocić z tego wszystkiego, z mieszkania zrobił się tor żużlowy, czasu coraz mniej, a tu moja świeżo sklejona dętka stroi fochy i spuszcza powietrze… Ratunku. Zdejmuję koło i oponę, szukam dziury, nie ma nigdzie. Dostaję zlecenie więc się zbieram, trudno napompuję ją i tak pojadę. Zebrałam parę przesyłek dopompowując co chwila koło. O 10 otwierają Galerię Mokotów to kupię dętkę i zmienię. Też nie obyło się bez przygód bo sprzedali mi złą, musiałam wracać wymieniać, dobrą dla mnie mieli tylko po 25 zł, więc przepłaciłam (wredoty). Ech.. jakiś kurier się ulitował i pomógł mi z tą dętką bo mi już nerwy siadały a przesyłki do odbioru czekają. Potem drugi kurier na mieście zawinął mi obręcz taśmą żeby mi nie strzeliła. Naprawdę pomoc w takich sytuacjach jest nieoceniona. Tak więc poranek miałam koszmarny, ale potem było już lepiej. Około 13 w mózgu mi się ustabilizowało i zaczęłam znowu jeździć normalnie. Takie mam przygody.
Lekuchno zrypany kurier, któremu przez pół dnia nic się nie udawało, ale potem było już lepiej:)
Lekuchno zrypany kurier, któremu przez pół dnia nic się nie udawało, ale potem było już lepiej:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *